Zakaz łączenia pracy w publicznym i prywatnym systemie ochrony zdrowia

Pod koniec stycznia przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy dr n. medPod koniec stycznia przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy dr n. med. Krzysztof Bukiel na łamach serwisu internetowego OZZL zaproponował rozwiązanie mogące poprawić jakość publicznego sektora. Miałby to być zakaz dla lekarzy łączenia pracy w prywatnej i publicznej ochronie zdrowia. Jak zauważa przewodniczący OZZL:

Podziel się ze znajomymi!

Ten stan – wydaje się – wszystkim odpowiada: Pacjent nauczył się leczyć prywatnie, gdy potrzebuje pilnej pomocy, lekarz ma możliwość dorobienia do klinicznej czy szpitalnej pensji, a rząd cieszy się, że problem kolejek jest jakby mniej widoczny. 

Rzeczywiście, lekarz często podejmuje pracę za niskie wynagrodzenie w publicznych jednostkach przy założeniu, że połączy ją z pracą w sektorze prywatnym. W miastach wojewódzkich standardem są prywatne sieciowe przychodnie i szpitale, w których pensja kadry medycznej jest oceniana jako adekwatna do wykonywanych obowiązków. Jak mówi dr Bukiel, pozwala to odciążyć nieco publiczne ośrodki z przyjmowania pacjentów, których stać na prywatne ubezpieczenie, niwelując problem kolejkowy. Dostaje się również prywatnym gabinetom:

… [są] pacjenci, którzy wizytę w gabinecie prywatnym profesora, ordynatora czy specjalisty pracującego w szpitalu – traktują jako „przepustkę” do szybszej, bezkolejkowej hospitalizacji…

Wobec powyższego naturalnym rozwiązaniem jest zakaz pracy lekarzy różnego szczebla sektora publicznego w sektorze prywatnym. Ma to zapobiec nadużyciom i pokusie korupcyjnej, a także zwiększyć dostępność publicznych miejsc hospitalizacyjnych. Dodatkowo ma to być impuls do rzeczywistej naprawy publicznego sektora. Autor postulatu wiąże go z koniecznością poprawy warunków pracy w jednostkach finansowanych przez publicznego płatnika.

Aby taki rozdział mógł mieć sens należy jednak postawić kolejne pytanie. Czy publicznego płatnika stać na zwiększenie finansowania do około 17% PKB? Na tyle ocenia się łączne wydatki na ochronę zdrowia w systemie zbliżonym do wolnorynkowego, o czym wspomniałem w artykule https://medykacja.pl/ekonomia-i-medycyna/usa-market-failure-czy-skutek-interwencjonizmu/.

Szacuje się, że z sektora publicznego mogłoby odpłynąć nawet 74% specjalistów (sondaż Naczelnej Izby Lekarskiej) niosąc za sobą pokaźne konsekwencje dla publicznych placówek. Kolejki nie tylko by się nie rozluźniły, ale zwarły jeszcze bardziej z powodu niższej dostępności usług, która już dziś jest zatrważająco niska. Na miejsce lekarzy przechodzących do lepiej płatnej pracy mogliby także przyjść lekarze z Ukrainy, dla których planowane jest zniesienie konieczności nostryfikacji dyplomu w Polsce. Pytaniem otwartym pozostaje, czy taka regulacja nie będzie kolejnym bodźcem dla lekarzy do opuszczenia Polski.

Próżno też oczekiwać ograniczenia pokusy korupcyjnej. Jeszcze niższa dostępność do publicznego sektora, mniej specjalistów pracujących na etacie w sposób oczywisty prowadzi do nadużyć w jednostkach publicznych, oczywiście za niekoniecznie chwalebną zachętą ze strony pacjenta, którego nie stać na prywatną opiekę.

Część zamożniejszych pacjentów, w razie konieczności, również zdecydowałaby się na prywatną opiekę w komercyjnym szpitalu. Nie naprawi to jednak działania szpitalnych oddziałów ratunkowych (z pracy w których już dzisiaj coraz częściej rezygnuje kadra medyczna), bowiem coraz bardziej niewydolne SORy i tak będą zobligowane do przyjmowania pacjentów z prywatnego sektora, gdy dojdzie do niepowodzenia terapii. To z jednej strony stanowi furtkę bezpieczeństwa dla praktykujących prywatnie, ale z drugiej jest kolejną składową obciążającą oddziały ratunkowe.

Istnieje również problem w kształceniu. Trudno oczekiwać od specjalistów, by zmuszeni do wyboru pomiędzy prywatną, a publiczną opieką zdrowotną przedkładali dobro studentów ponad dobro własne. Aktualnie obciążeni pracą lekarze podejmują się kształcenia studentów (których liczba rokrocznie rośnie) niejako obok publicznej praktyki klinicznej.

Jest wreszcie kwestia wolności osobniczej lekarza, jako wykonującego swoją profesję obywatela. Historia uczy, że ograniczenie wolności nie prowadzi do dobrych skutków. Granicą wolności jednostki, jest wolność drugiej jednostki, zaś nadmierna regulacja i tak mocno uregulowanego systemu ogranicza wszystkich – lekarzy w wyborze swojej ścieżki zawodowej, pacjentów w wyborze odpowiedniego leczenia dla siebie, a jednostki ochrony zdrowia w znalezieniu dobrze wykwalifikowanych pracowników.

Posłuchaj w formie podcastu:

Gościem programu Karoliny Kowalskiej #RZECZoPRAWIE był doktor Piotr Watoła, Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL). Kanał Rzeczpospolita TV
Źródła:
http://www.ozzl.org.pl/aktualnosci/13950-smierdzace-jajo-komentarz-aktualny
http://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/NIL-gdyby-lekarzom-kazano-wybierac-dwie-trzecie-pracowalaby-prywatnie,202488,1.html
Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *