Koronawirus. Cenzura i kryzys.

Od ponad dwóch tygodni trwa w Polsce wytężona walka z Covid-19. Zajęcia w szkołach i na uczelniach zostały odwołane, młodzież pozostała w domach, a większość przedsiębiorstw musiała zawiesić działalność, zwłaszcza w branży gastronomicznej. W tle strachu epidemiologicznego rozgrywa się chaotyczna gra legislacyjna, która niesie potężne konsekwencje dla każdego Polaka.

Podziel się ze znajomymi!

W ubiegłym tygodniu posypały się historie personelu medycznego. Położna z nowotarskiego szpitala została zwolniona, ponieważ upubliczniła w mediach społecznościowych zdjęcie przedstawiające jej ręce po dyżurze oraz maseczkę, którą sama wykonała, takiej maski bowiem zabrakło dla niej w szpitalu. Dyrektor placówki uzasadnił zwolnienie położnej naruszeniem dobrego imienia szpitala. Takie tłumaczenie to absurd. Jakie imię? Dobre? To dyrektor istotnie naruszył dobre imię placówki karząc pracownika za mówienie o tym, że szpital jest zupełnie nieprzygotowany do walki z jakąkolwiek chorobą zakaźną, tym bardziej z pandemią. Jeżeli pracownik musi sam sobie szyć maseczkę do pracy, żeby zapewnić podstawowe środki ochronne to jest to nic innego, jak rażące naruszenie obowiązków pracy. Ale nie położnej, tylko jej przełożonego, który nie zapewnił pracownikom narzędzi pracy.

Cenzura wraca do łask

W ostatnich dniach powszechne stało się uciszanie medyków. Lekarze piszący o problemach w ich szpitalach, brakującym sprzęcie i nieprawidłowościach dostają zakaz publicznego wypowiadania się. Dotyczy to zarówno rozmów z dziennikarzami, jak i pisania postów w mediach społecznościowych. Jeden z lekarzy powiedział Gazecie Prawnej, że w jego szpitalu zostało wydane ustne polecenie zabraniające jakichkolwiek rozmów z mediami na temat koronawirusa. Każdy komunikat, który opuszcza mury szpitala, musi być uzgodniony z dyrekcją. Lekarz Bartosz Fiałek z OZZL ocenia, że skala tego zjawiska jest na pewno większa.

Do tej pory codziennie otrzymywałem kilkanaście informacji o brakach w szpitalach. Od czasu zwolnienia położnej z Nowego Targu nie dostaję ich prawie wcale, a ci, którzy jednak do mnie piszą, bardzo podkreślają, że chcą zachować anonimowość.

Pragnący pozostać anonimowi lekarze mówią, że podczas rozmów dyscyplinujących są straszeni albo zwolnieniem dyscyplinarnym, albo karą finansową. Wszystko oczywiście dla dobra samego personelu medycznego i pacjentów szpitala.

Rzecznik prasowy MZ Wojciech Andrusiewicz kategorycznie zaprzeczył, że cenzura wypowiedzi lekarzy przyszła z kierownictwa resortu zdrowia. Podkreślił, że nie ma postawy prawnej do takich działań. Sam minister zdrowia Łukasz Szumowski odniósł się do sprawy z Nowego Targu twierdząc, że zarówno dyrektor placówki, jak i położna zareagowali nerwowo, ale nie jest to podstawa do zwolnienia z pracy.

DGP

Dziennik Gazeta Prawna dotarł jednak do dokumentu podpisanego przez Sekretarz Stanu w MZ Józefę Szczurek-Żelazko. List ten został wysłany do konsultantów krajowych, z prośbą o zaprzestanie wydawania opinii nieuzgodnionych z Ministerstwem Zdrowia i Głównym Inspektoratem Sanitarnym przez konsultantów wojewódzkich. Jednocześnie prosi się o przesłanie wszystkich dotychczasowych opinii. W jakim celu? Tego pani sekretarz nie ujawnia.

Opinie pracowników ochrony zdrowia dotyczą przede wszystkim braku środków ochrony indywidualnej dla personelu. Ponadto lekarze zwracają uwagę, że nie ma jednoznacznej polityki wykonywania testów, a czas oczekiwania jest istotnie dłuższy, niż Ministerstwo Zdrowia, czy GIS deklarują. Co więcej zdaniem medyków zakażonych na koronawirusa jest znacznie więcej, gdyż ich zdaniem nie są testowane nawet ewidentne kliniczne przypadki. Co za tym idzie, również liczba zgonów z powodu Covid-19 jest zaniżona. Są doniesienia o stosowaniu kreatywnej statystyki medycznej wobec pacjentów, których bezpośrednią przyczyną zgonu był właśnie koronawirus z Wuhan.

Absurdalna cenzura idąca z górnych szczebli Ministerstwa Zdrowia to duże zagrożenie. U początków pandemii pisaliśmy o chińskim lekarzu – Li Wenliang’u. Został on aresztowany za alarmowanie w mediach społecznościowych w sprawie zagrożenia wirusem podobnym do SARS. Został wtedy zmuszony przez władze swojego kraju do podpisania deklaracji o zaprzestaniu rozsiewania paniki. Gdyby władze nie uciszały lekarzy, odpowiedź na rodzącą się epidemię mogłaby nadejść znacznie szybciej (Czarny łabędź? Globalne skutki choroby z Wuhan). Tym bardziej dziwi stanowisko Ministerstwa Zdrowia. Informacje, zwłaszcza w dobie internetu, roznoszą się bardzo szybko. Doświadczenie powinno rządzących nauczyć, że nakładanie cenzury na niewygodne dla siebie treści tylko wzmaga zainteresowanie i podsyca panikę. Społeczeństwo wówczas traci zaufanie do zawodów zaufania publicznego.

Zaufania jest coraz mniej. W głównym wydaniu Wiadomości TVP w czwartek 26 marca została przekazana informacja o śmierci 67-letniego pacjenta z Koszalina, zarażonego koronawirusem. Zaznaczono, że nie był on przyczyną śmierci mężczyzny. W tym samym materiale rzecznik szpitala podaje: przyczyną śmierci było ciężkie wirusowe zapalenie płuc. Czy przekazywanie takich informacji powinno być tolerowane?

Medycy oburzeni, a karawana jedzie dalej

Od lewej przyszła lekarz Natalia Góralczyk, przyszli inżynierowie Wojciech Cwalina i Karol Chrostowski oraz p.o. dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Łomży Jacek Roleder

Lekarze alarmują, że brakuje środków ochrony osobistej. Studenci medycyny i reszta społeczeństwa pro bono szyje maseczki, skleja przyłbice i przekazuje szpitalom, by w jakikolwiek sposób zniwelować braki. Tymczasem sieć obiegło zdjęcie posła Cymańskiego, który dla żartu założył sobie maskę na czoło.

Panie pośle, ubaw po pachy.

Przypomnijmy, że do przeprowadzenia ostatnich obrad sejmu zostało użyte ponad 400 masek klasy FFP3, czyli najlepiej chroniących półmasek. Pracownicy ochrony zdrowia mogą sobie jedynie pomarzyć o takich, w szpitalach jeżeli już jakieś są, to są to najczęściej zwykłe maseczki chirurgiczne. Coraz więcej lekarzy kupuje sobie sprzęt prywatnie, żeby nie ryzykować zdrowiem i życiem swoim oraz swoich najbliższych.

Można pracować tylko w jednej placówce

Ministerstwo Zdrowia poszło za ciosem i 25 marca opublikowało dokument zaadresowany do pracowników ochrony zdrowia. Jest to zalecenie, aby w przypadku wykonywania pracy w kontakcie ze zdiagnozowanym zakażeniem albo z podejrzeniem zakażenia powstrzymać się od wykonywania pracy z innymi pacjentami, w innych podmiotach leczniczych czy jednostkach organizacyjnych systemu ochrony zdrowia. Pracownikom, którzy nie mają bezpośredniego kontaktu z takimi grupami pacjentów, zaleca się ograniczenie liczby miejsc wykonywanej pracy. Czytamy dalej: Proszę o bezwzględne zastosowanie się do tych zasad ze skutkiem natychmiastowym. Jednocześnie informuję, że trwają już prace mające na celu wprowadzenie ich do systemu prawa.

Włos się jeży. Ministerstwo Zdrowia wykazuje się zupełnym niezrozumieniem problemu. Zamiast zapewniać jednostkom podległym sobie, zgodnie ze swoimi zobowiązaniami, potrzebny sprzęt, pragnie ograniczyć liczbę miejsc wykonywania pracy lekarza. Władza zupełnie ignoruje fakt, że w Polsce na 1000 mieszkańców przypada 2,4 lekarza. Pod tym względem jesteśmy na szarym końcu wśród krajów europejskich. W całym kraju brakuje niemal 70 tys. lekarzy! Praca na kilka etatów to nie jest fanaberia doktorów. To przymus podyktowany potrzebą zapewnienia świadczeń medycznych mieszkańcom Polski.

Od kilku lat środowisko lekarskie aktywnie stara się zwrócić uwagę rządzących na problem braków personalnych w ochronie zdrowia. Lekarze muszą pracować w kilku szpitalach, bo dyżurantów i konsultantów po prostu brakuje. Swoim podejściem MZ istotnie ogranicza dostęp do lekarza pacjentom. Najczęściej są to pacjenci wymagający pilnej interwencji. W czasie epidemii nie wykonuje się praktycznie zabiegów planowych. Większość zabiegów wykonywanych w szpitalach to zabiegi ostre i ratujące życie. Przykładowo, anestezjolodzy muszą pracować na kilka kontraktów, bo część jednostek po prostu przestanie istnieć. Od wielu lat ich brak dotykał bloki operacyjne w sytuacji zwyczajnej. Teraz nie będzie komu znieczulić do zabiegu.

Fatalnym skutkiem tego działania jest dalszy ubytek specjalistów z systemu ochrony zdrowia. Do tej pory oparty na przepracowanych lekarzach system traci jedyny trybik działający w tej maszynie. Przepracowanych lekarzy, którzy w kilku miejscach jednocześnie zapewniali opiekę.

Źródła:
https://serwisy.gazetaprawna.pl
https://www.wprost.pl/
Podziel się ze znajomymi!

1 thought on “Koronawirus. Cenzura i kryzys.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *